Plan naszego wypadu miał na celu przejechanie całym czerwonym szklakiem zwanym trasą Orlich Gniazd jury Częstochowsko-Krakowskiej z Krakowa do Częstochowy i jeżeli siły pozwolą powrót na rowerach do Opola.

Dzień pierwszy 19.08.2011

Dzięki uprzejmości firmy turystycznej Sindbad udaliśmy się autokarem do Krakowa. Z naszymi narowistymi rumakami schowanymi w kufrach autobusu. W Krakowie na ulicy Josepha Conrada ruszyliśmy w stronę Ojcowa szukając naszego czerwonego szlaku. Kiedy Naszym oczom ukazała się nam ponownie miejscowość Zielonka. W której szlak czerwony jak nam się wydawało miał swój początek. Nie zrażeni tym faktem posiliwszy się batonami, z wiara że żadne błędy topograficzne nam się już nie przytrafią. Udaliśmy się ponownie do OjcowaNiestety nie obyło się bez kilku pomyłek, ale w końcu znaleźliśmy się w Ojcowie. Minęliśmy miejsce noclegu naszej lipcowej wyprawy czyli pensjonatu „U Grażyny”.

Przedarliśmy się poprzez Ojcowski Park Narodowy, a następnie odwiedziliśmy słynną Maczugę Herkulesa. Kawałek dalej zauważyliśmy jeden z zamków orlich gniazd czyli Zamek Na Pieskowej Skale.Nocleg mieliśmy zaplanowany w miejscowości Morsko w Ośrodku Rekreacyjno Wypoczynkowym. Niestety padający deszcz zmusił nas do spędzenia nocy w miejscowości Ogrodzieniec stan naszych liczników wskazywał na 86 km w siodle. Regeneracją naszych zmęczonych kończyn i mięśni zajęliśmy się w oberży Czarny PiesPo dwa piwka na gardło, po jednej tabletce magnezu, kąpiel i lulu spać.

Dzień drugi 20.08.2011

Dzień drugi przywitał nas chłodną, ale słoneczną pogodą. Nogi troszkę były ociężałe, ale obfite śniadanko jajeczniczka, wędlina, dwie kawki postawiły nas na nogi. Po krótkiej konserwacji naszych rowerów ruszyliśmy na trasę. Na początku Podzamcze z zamkiem w Ogrodziencu. W miejscowym sklepie robimy zapasy wody i ruszamy w dalszą drogę. Niestety nie trafiamy na czerwony szlak w związku z czym nie zobaczyliśmy zamku w BirowieW sumie fajnie wyszło, bo dosyć ciekawymi drogami raz po asfalcie raz w grząskim piachu dotarliśmy do miejscowości Żarki. Stan licznika wskazywał 40km. Tutaj zjedliśmy obfity posiłek kotlet po góralsku, duże piwko i ruszyliśmy dalej w drogę. Mijamy Olsztyn, znowu kilka pojawia się kilka fajnych ścieżek przy których mamy wrażenie jak byśmy poruszali się w wysokich partiach górskich. Następnie około 20.30 wjeżdżamy w na przedmieścia Częstochowy wpadamy na Aleje Najświętszej Maryi panny, tutaj mały lans środkiem alei i zaczynamy szukanie hotelu na nasz drugi nocleg.

Pierwszy hotel o nazwie http://www.hotelluxor.plPo wyglądzie oceniamy go że jest za drogi. Ruszamy dalej i tutaj pojawia się małe zdziwienie. Jak już coś co z daleka przypomina hotel to jest to najczęściej jakiś dom Pielgrzyma, Księży Jezuitów lub czymś w tym rodzaju. Mamy poczucie przebywania w jakieś enklawie katolicyzmu, wrażenia tego dopełniają sklepy z dewocjonaliami. Po kilku rundach wokół Klasztoru na Jasnej Górze w desperacji postanawiamy że wynajmujemy pokój w hotelu Mercure cena 450 zł. Nie mają wolnych miejsc (jak się potem okazało na nasze szczęście). Pani informuje że w innych hotelach też będzie ciężko o jakieś wolne miejsca. W naszych głowach powstaje pomysł udania się na dworzec PKP i udania się Polskimi Kolejami Przygodowymi do Opola.

Robimy ostatnią rundę i przejeżdżamy ponownie obok hotelu coś nas tknęło. Pytamy się na recepcji o wolny pokój. Okazuje się że właśnie ktoś zrezygnował i mamy dla siebie w sam raz dla dwóch facetów pokoik z pięknym łożem małżeńskim. Pani w recepcji pozwala nam wnieść do niego nasze rowerki żeby mogły odpocząć razem z nami. Marek postanawia że wyskoczy jeszcze do miasto po prowiant. W hotelu niestety udało się nam nabyć tylko browary. Wyprawa z powodu braku orientacji w terenie dużej aglomeracji kosztowała go prawie godzinę i chyba 5 kilometrów dodatkowych w siodle.

Dzień trzeci 21.08.2011

Tutaj krótko-wyjazd z Częstochowy godz.9.30 w kierunku Olesna. Walka na asfalcie przerwa w Olesnie (kawa,lody) i dalej do Opola. Przed Opolem zbaczamy w kierunku Turawy. Chcieliśmy dojechać do Blaszaka na średnim jeziorze. Niestety wyszło jak zawsze na tym wypadzie czyli pomyłka w nawigacji i zakończyliśmy w centrum Turawy. W miejscowej knajpce wypiliśmy po piwku i już dalej samochodem dotarliśmy do Opola (dla policji pojazd prowadziła trzeźwa osoba która przybyła po nas). Generalnie mimo problemów nawigacyjnych cały wyjazd uważamy za udany. W naszych głowach już kiełkuje pomysł na powrót na trasę Orlich Gniazd z próba przejechania jej bez pomyłek.

Plusem jest to że pozostał nam niedosyt. Niedosyt powoduje chęć powrotu i zmierzenie się ponowne z Jurą Częstochowsko-Krakowską.


trasa: trudna

nawierzchnia: mieszana,żwir,piasek(miejscami grząsko),asfalt

stopień trudności: dla zawansowanych rowerzystów

rower:polecamy górski ,ewentualnie crossowo-trekingów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*