Rowerem wzdłuż wybrzeża Bałtyckiego inaczej niż wszyscy

Plan naszego wyjazdu przewidywał przejechanie rowerami wzdłuż polskiego wybrzeża bałtyku trzymając się jak najbliżej lini brzegowej drogą rowerową Euro Velo 10 od miejscowości Piaski do Świnoujścia nocując pod namiotami na dziko na plaży.

Trudność jaką nastręczał ten plan to jak dostać się do miejscowości Piaski i gdzie zostawić samochód, żeby nie musieć po niego wracać.

rowerem wzdłuż wybrzeża inaczej niż wszyscy

Rozwiązaliśmy to tak:

Podróż zaczęliśmy od nudnej jazdy samochodem z Opola do Dzwirzyna, gdzie zostawiliśmy samochód w ośrodku wczasowym Pod Wydmami http://www.domki.dzwirzyno.ta.pl/ skąd już na rowerach wieczorem dotarliśmy do Kołobrzegu.

Nocleg spędziliśmy w sympatycznym hotelu Ośrodka Sportu i Rekreacji Mosir http://sport.kolobrzeg.pl/ następnie po śniadanku udaliśmy się na dworzec kolejowy na pociąg Polskich Kolei Przygodowych który miał nas przetransportować do Gdańska.

Na szczęście przytomna wcześniejsza rezerwacja miejsc dla nas i naszych rowerów pozwoliła na sprawne spakowanie bike’ów do pociągu. Wisiały sobie dostojnie za przednie koło w przedziale przerobionym z przedziału osobowego.

Podróż odbywaliśmy w towarzystwie młodej pary(w sensie wieku, nie stanu cywilnego), udającej sie do Gdańska na koncert zespołu Bonjovi.

W trakcie podróży niespodzianka, Krzysiek stał sie bohaterem telewizji TVN, udzielajac w naszym przedziale wywiadu na temat przyszłości w Polsce pociągów Pendolino (z wł. „wahadełko”- rodzina włoskich elektrycznych zespołów trakcyjnych wysokich prędkości.)

Na pytanie blond dziennikarki o jakąś propozycje na polską nazwę tych pociągów, Krzysiek stwierdził że powinny się nazywać Powolino, ale nazwa chyba się nie przyjmie.

wzdłurz wybrzeża (4)

Po 2 godzinach wita nas Gdańsk, gdzie wyciągamy nasze rowery oraz wydostajemy się z centrum miasta w kierunku miejscowości Piaski, gdzie ma sie rozpocząć nasza podróż wzdłuż wybrzeża Bałtyckiego. Wcześniejszy plan wyjazdu z Gdańska przygotowany w oparciu o Google StreetView zdał egzamin – udało się tego dokonać bez ruchliwych ulic, czy innych nieprzyjemnych niespodzianek.

W drodze do Piasków przeprawiamy się przez Martwą Wisłę mostem wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 501. Nasz dalszy plan przewidywał przedostanie się przeprawą promem przez Przekop Wisły pomiędzy Świbnem i Mikoszewem przeprawą promową, która działa na wspomnianej wcześniej drodze nr 501, będącą najkrótszym połączeniem z Gdańska do Mierzei Wiślanej. Prom faktycznie działa, ale w trakcie sezonu turystycznego, a nam na sezon trafić się nie udało.Trafiliśmy za to na panów siedzących sobie przed budynkiem obsługi promu popijających piwko. Na pytanie o możliwość przeprawy słyszymy odpowiedź: zapraszamy za tydzień. Czyli taka polska rzeczywistość.

rowerem wzdłuż wybrzeża inaczej niż wszyscy

W ramach zmiany planu, cofamy się w górę Wisły przez miejscowość Błotnik, by przejechać na drugą stronę rzeki mostem na drodze E77. Walorów przyrodniczych nie odkrywamy żadnych – być może przez hałas od setek mijających nas samochodów, a może przez panujący gorąc. Zaraz po przekroczeniu Wisły zjeżdżamy z ruchliwej ‘krajówki’, by zdłuż rzeki dostać się do Mikoszewa przez miejscowości Żuławki i Przemysław.

W miejscowości Stegna zrezygnowaliśmy z prób przejechania jak najbliżej linii brzegowej po pozostałościach betonowej drogi, co chwilę przerywanej ogromem piasku albo powalonymi drzewami i zjechaliśmy na drogę 501 by przez Sztutowo dotrzeć do Kątów Rybackich (mała przerwa przy sklepie na wjeździe do miejscowości), a dalej do Krynicy Morskiej, od której trochę pod górę, a trochę z góry dotarliśmy do miejscowości Piaski. Robimy nieduże zakupy w miejscowym sklepie tylko – coś na wieczór i na poranne śniadanko ,następnie udajemy się w drogę powrotną w poszukiwaniu jakiegoś noclegu na plaży z dala od cywilizacji.

Pierwszy nocleg na dziko na plaży: piwko, jedzonko i zachodzące słonko (nawet fajnie się rymuje może to być niezły przebój Disco Polo) – po prostu jest sympatycznie. Jednak wspomnienie o napotkanym w Piaskach stadzie dzików w centrum miasta każe się zastanowić czy ten nocleg faktycznie nie okaże się na dziko.

wzdłurz wybrzeża (21)

Dzień pierwszy  Piaski-Puck

Ranem nastąpiło włączenie GPS-a, który ma rejestrować naszą trasę. Mieliśmy to zrobić wczoraj w Piaskach ale pełni euforii, wychodząc ze sklepu z siatkami browarów jakoś zapomnieliśmy. Na szczęście będzie nam brakowało tylko 3-4 km od najbardziej wysuniętego na zachód skrawka wybrzeża, które zaliczyliśmy. Dzień pierwszy przebiegał dokładnie tak samo jak dojazd do Piasków, tylko w odwrotnym kierunku (z jednym wyjątkiem – skrócenie drogi ze Stegny przez Stegienkę do Przemysława i Żuławek, zamiast przez Mikoszewo). W Gdańsku krótka wizyta na starym mieście. Potem już praktycznie bez euforii przejazd przez ścisłe centrum miasta (plus za stosunkową ciągłość pasów, kontrapasów i dróg rowerowych) i dopiero przed Sopotem trasa, wpadając na nadmorską promenadę robi się ciekawa dla oka.

wzdłurz wybrzeża (42)

Co prawda przejazd wzdłuż wybrzeża Sopockiego po zatłoczonej ścieżce rowerowej wymagał trochę gimnastyki rowerowej prawie jak na singieltracku w górach, ale za to wreszcie widok plaży i morza przypomina ten ze zdjęć które oglądaliśmy w necie podczas przygotowań do tej wyprawy. W sumie to prawie dwusetny kilometr tej wyprawy a my dopiero widzimy morze.

Robimy mały cookies break, czyli nadmorska ławeczka + ciasteczka od cioci Krzyśka i czekolada własnej produkcji z bakaliami dodają nam sił przed dalszą podróżą. Szkoda, że nie ma do tego dobrej kawki ale nie można mieć wszystkiego. Koniec przerwy, ruszamy dalej. Przejazd przez Gdynię znowu bez fajerwerków widokowych.

A dokładniej: przejazd przez Gdynię okazał się mordęgą – gdy trasa nadmorska skończyła się, po wepchaniu rowerów po stromych i wysokich schodach znajdujących na końcu nadmorskiej drogi dla rowerów (małe ułatwienie w postaci rynny żeby nie trzeba było taszczyć roweru na plecach). Wjechaliśmy w miasto, a razem z nadmorską ścieżką skończyły się również oznaczenia szlaków. Zatłoczone ulice, port, zakazy, nakazy i bałagan. Gdynia okazała się zupełnym przeciwieństwem prorowerowego Gdańska.

Noclegu chcieliśmy szukać kawałek za Gdynią w okolicach Rewy. Okolica ta okazała się jednak terenem bagiennym z plagą komarów i brakiem rowerowych oznaczeń w roli głównej. Nie jesteśmy do końca pewni jak przejechaliśmy ten teren ale na pewno przejeżdżaliśmy koło jakiejś pompowni, do której dojeżdżać nie planowaliśmy. Podążając wzdłuż zbyt wysokich klifów żeby zaliczyć je do miejsc potencjalnie noclegowych natrafiliśmy na malowniczą okolicę Osady Łowców Fok zaraz za Rzucewem. Jak okiem sięgnąć spokój, czysty piasek i las za plecami. Do tego zimne piwko i światła cywilizacji widziane po drugiej stronie Zatoki Puckiej. To było chyba najlepsze miejsce na nocleg z całej naszej eskapady. Jedynymi minusami były trochę zaśmiecona woda przez stada żyjącego tu przeróżnego ptactwa i zapach przypominający ten z Toi-Toi’a.

wzdłurz wybrzeża (18)

Dzień drugi Puck-Hel-Władysławowo

Po śniadanku siadamy na nasze maszyny i udajemy się na Hel.

Od Władysławowa nasza trasa Euro Velo 10 która biegnie po Półwyspie Helskim nabiera kolorytu. Droga pomiędzy Chałupami, Kużnicą i Jastarnią dostarcza dużo wrażeń widokowych. Na tyle pozytywnie, że szybko zapomnieliśmy o pomysłach jazdy niebieskim szlakiem pieszym ze względu na głęboki i nieprzejezdny piach.

Mijamy kolejne szkoły kitesurfingu i windserfingu otwarte na Zatoce Puckiej. Widok kolorowych żagli na tle błękitnego nieba znowu przypomina te widoki którymi nasycaliśmy się podczas  zimowych wieczorów przeglądając zdjęcia w sieci, które skusiły nas do tego wyjazdu.

Przed wjazdem do miasta Jurata napotkamy tablice informujące turystów o możliwości zwiedzenia Ośrodka Oporu Jastarnia 1939. Na terenie Ośrodka można zobaczyć i zwiedzić ciężkie i lekkie schrony bojowe, zobaczyć w jaki sposób utworzono linię obrony wybrzeża. Ponieważ nasza podróż nie ma zacięcia turystycznego po prostu jedziemy dalej.

Od Juraty na Hel ścieżka rowerowa (dosyć zniszczony asfalt oraz jego pozostałości) w wyżynnej scenerii leśnej biegnie po lewej stronie drogi. Po prawej mijamy otoczoną wysokim ogrodzeniem oraz licznymi kamerami monitoringu nadmorską siedzibę naszej głowy państwa czyli aktualnie panującego Bronisława Komorowskiego.

Docieramy na Hel. W oczy rzuca się ryglowa zabudowa niektórych budynków, ale nie będziemy się o niej rozpisywać bo, jak już wspominaliśmy, naszym celem nie jest zwiedzania lecz w miarę sprawne przebycie polskiego wybrzeża jak najbliżej linii brzegowej. Z kronikarskiego obowiązku informujemy jednak, że port, fokarium oraz latarnię morską zauważyliśmy na swojej drodze.

Wizytę na Helu kończymy obiadkiem, niebędącym jednak klasyczną rybką, tylko schabowym z frytkami. Zimne piwko tradycyjnie również zostało wypite.

wzdłurz wybrzeża (20)

Ruszamy z Helu w drogę powrotną. Mijamy, Władysławowo, Cetniewo po prawej Centralny Ośrodek Przygotowań Olimpijskich, następnie Chłapowo w którym mijamy dom wczasowy MaksMar przypominający o wakacjach rodzinnych z przed dwóch lat. Zaczyna się mały kryzys fizyczny, czas więc na przerwę pod miejscowym sklepem. Colą uzupełniamy niedobory cukru.

Przerwa ta pozwala jeszcze nam na pokonanie 20km, czujemy już zmęczenie, ale wysokie klifowe nabrzeże nie pozwala na znalezienie miejsca na łagodne zejście na plażę. Wreszcie znajdujemy odpowiednie miejsce za miejscowością Dębki, ale jak na złość jakiś wędkarz akurat w tym miejscu rozłożył się ze swoim sprzętem. Dyskretnie przesuwamy się trochę dalej i wreszcie możemy rozpocząć rozbijanie naszego obozu. Rozpoczynamy wieczorny chillout.

Trochę strachu napędza nam grupa rozweselonych ludzi zbliżająca się w naszym kierunku. Na szczęście jest już ciemno i nasze szaro-zielone namioty zlewają się z leżącymi na plaży konarami drzew, przez co byliśmy niewidoczni. Po chwili grupka oddaliła się i mogliśmy spokojnie kontynuować raczenie się kupionym wcześniej piwkiem.

Dzień trzeci Łeba – Ruchome Wydmy – Rowy

Z okolic Dębek ruszamy lasem przez Lubiatowo i Kopalino do miejscowości Osetnik. Pod nazwą tej miejscowości ktoś dopisał ‘koniec świata’. Poniekąd słusznie. Oprócz śniadania na plaży morza nie widzieliśmy. Na dojeździe do Łeby, w okolicach jeziora Sarbsko oprócz komarów widzieliśmy też pojedyncze znaki informujące o szlaku rowerowym.

Gdzieś w tym rejonie spotkaliśmy na naszym szlaku przemiłego pana z Wałbrzycha (znak rozpoznawczy – żółta koszulka kolarska jakby jakiejś lokalnej grupy turystycznej), również przemierzającego polskie wybrzeże tylko w przeciwnym niż my kierunku. Jak wszyscy zresztą. Wracając do przemiłego pana – poradził nam on żeby z Łeby w keirunku na Rowy nie jechać dołem jeziora przez Gać, Kluki i Smołdziński Las, tylko górą przez „Ruchome wydmy” w Słowińskim Parku Narodowym, a dalej plażą wzdłuż wody. Cytując: „20 minut spacerem”…

W Łebie czas na zakupy – tradycyjna CocaCola wypita pod sklepem, a na drogę – arbuz, Powerade’y i piwo Łebskie (choć jeszcze nie wiedzieliśmy, że te produkty tak szybko okażą się dla nas zbawieniem). Ruszamy spokojną drogą w stronę kas Słowińskiego Parku Narodowego.

Na ruchomych wydmach okazaliśmy się być większą atrakcją niż same wydmy – obserwowanie dwóch idiotów taszczących pod górę swoje objuczone sakwami rowery to w końcu lepsza rozrywka niż tępe błądzenie wzrokiem po piasku. W dodatku w taki upał.

wzdłurz wybrzeża (25)

Po dopchaniu rowerów do linii wody odjechaliśmy kawałek i zrobiliśmy przystanek – piwo, arbuz i powerade wchodziły w mieszanej kolejności i nie wiadomo co smakowało lepiej. Ale pełni optymizmu po kilku minutach jazdy ubitym przez wodę piaskiem ruszyliśmy dalej. A im dalej tym morale i prędkość bardziej spadały. W przeciwieństwie do liczby przekleństw pod adresem przemiłego pana z Wałbrzycha. Jego 20 min spacerkiem okazało się 2,5 godzinami spędzonymi na plaży, w tym jakieś 40 min na odpoczynku.

wzdłurz wybrzeża (28)

Za namową spotkanego na plaży tubylca nie zjechaliśmy z plaży w pierwsze zejście jakie ukazało się naszym oczom (czerwony szlak w stronę Wydmy Człopińskiej), a podjechaliśmy jeszcze kawałek dalej do szlaku niebieskiego i drogi na Latarnię Morską Czołpino. Ponoć mniej piasku i walczenia w lesie. A nasze napędy i tak jęczą od soli na tyle głośno, że dodatkowe 20 min jazdy plażą nie zrobią im specjalnej różnicy. Co do samej latarni – położona nietypowo, bo stosunkowo daleko od morza, w środku lasu. Ale pagórki i ścieżki w jej okolicy są całkiem przyjemne. Gdyby jeszcze nie ich piaszczysta nawierzchnia…

Przejazd przez Rowy z małą przerwą pod sklepem na uzupełnienie zapasów piwno-żywieniowych (+ tradycyjna Cola) i ruszamy czerwonym szlakiem pieszym na poszukiwanie miejsca na nocleg. Odpowiednio odludnioną plażę znajdujemy dopiero za miejscowością Poddąbie (wcześniej o stosunkowo dużej popularności poszczególnych odcinków plaży stanowiły samochody stojące w lesie w okolicach wejść na plażę). Za drugą czy trzecią próbą singiel prowadzący pagórkowatą drogą okazał się zawieźć nas w spokojne miejsce. To był ostatni nocleg na dziko.

Dzień czwarty Ustka – Darłowo – Kołobrzeg – Dźwirzyno

Obudzeni palącym jak co dzień słońcem pakujemy niespiesznie nasze obozowisko i po śniadaniu ruszamy w trasę. Dzisiaj planujemy dotrzeć do Dźwirzyna, gdzie czeka na nas (mamy nadzieję z kolacją) Kasia z Mateuszem, którzy dojechali tam pociągiem.

Z ustki kierujemy się w stronę poligonu wojskowego, ponoć zamykanego tylko na czas ćwiczeń. Jak zawsze gdy jesteśmy razem pech nas nie opuszcza – tak jak na naszej pętli szosowej szlabany na przejeździe kolejowym są zamknięte, tak i tym razem zamknięty był poligon. Objeżdżamy jezioro Wicko dołem przez Duninowo, Zaleskie, Królewo, Łącko do Jarosławca.

Z Jarosławca do Darłowa decydujemy się jechać szlakiem rowerowym, prowadzącym przez drogowy odcinek lotniskowy, używany jako parking, a następnie przez leśną drogę. Do braku oznaczeń szlaku byliśmy już przyzwyczajeni, ale po naprawdę długiej jeździe przed siebie, widząc płot w poprzek drogi i znaki ‘uwaga przejścia nie ma’ i ‘wstęp wzbroniony’ doznaliśmy lekkiego zdziwienia. W tym kraju nie można nikogo ostrzegać o nieprzejezdnym szlaku kilka kilometrów wcześniej, gdy jeszcze jest jak ‘uciec w bok’. W końcu wtedy nie ma zabawy – lepiej pokazać rowerzystom że dalej nie pojadą dopiero w takim momencie, żeby mogli zawrócić nadkładając możliwie najwięcej drogi.

Jak typowi obywatele tego kraju decydujemy, że znaki nam niestraszne a ta droga za płotem wygląda na całkiem niezłą gdy porównać z tą, którą jechaliśmy do tej pory. I na początku faktycznie taka była… Później zaczęło się pchanie rowerów przez piaszczysty, umacniany wał, trochę podjechaliśmy, znowu pchanie. I tak aż do przekopu łączącego jezioro Kopań z Bałtykiem. Tam po cichu przemknęliśmy obok budki ochroniarza i stojących obok niej maszyn budowlanych by jedynym mostem przedostać się na druga stronę przekopu. Wał po drugiej stronie również był umacniany i również nie dało rady nim w całości jechać. A im dalej tym gorzej. Po zakopaniu się w piaszczystej drodze już gdzieś poza terenem budowy, zdecydowaliśmy się zawrócić i jechac  kierunku widocznych niedaleko turbin wiatrowych by jak najszybciej dostać się do drogi wojewódzkiej 203 prowadzącej do Darłowa. Nie do końca wiemy jak ale jakoś nam się udało wydostać z ogródków działkowych, pól oraz przecinających je dróg i dróżek na nową drogę 205 (nazwijmy ją roboczo wschodnią obwodnicą Darłowa), a następnie drogą 203 przez Darłowo, i Żukowo dotarliśmy do Dąbek.

wzdłurz wybrzeża (33)

W Dąbkach podjęta została męska decyzja – jezioro Bukowo objeżdżamy dołem kontynuując jazdę drogą 203 do miejscowości Gleźnowo, a za nią skręcamy w prawo na szlak EV10 i przez Iwięcino i Rzepkowo docieramy do miejscowości Osieki. Z niej asfaltową drogą do miejscowości Łazy i przez Unieście do Mielna. Kontynuujemy przez Chłopy do Sarbinowa, gdzie nasza droga zmieniła nawierzchnię na ubitą, a następnie przez Gąski (latarnia morska) i Pleśną docieramy do Ustronia Morskiego.

Nasze tyłki są wytłuczone, odparzone i nieustannie dają o sobie znać. Generalnie nie dają o sobie zapomnieć. Przydąłby się masaż. Może być nawet bez happy endu.

O masażu możemy tylko pomyśleć jadąc dalej. Z Ustronia do Kołobrzegu mieliśmy zamiar jechać lotniskiem Aeroklubu Bałtyckiego (w czytanych w Internecie opisach wyczytaliśmy, że oznaczenie ER10 nagle znika przed lotniskiem i w tajemniczych okolicznościach pojawia się znowu po jego drugiej stronie) ale na szczęście wyjechaliśmy na czerwony szlak pieszy, który musiał zostać nie tak dawno temu odremontowany. Tym samym, równiutko ułożoną, niefazowaną, kolorową kostką, z widokiem na morze po prawej i bagienny rezerwat po lewej docieramy do Kołobrzegu. Przejechany odcinek był zdecydowanie najprzyjemniejszy i pod względem nawierzchni i widoków. Może w sezonie byłoby gorzej gdyby szwędających się piechurów było kilka razy więcej.

Czując nie dającą spokoju presję czasu (i presję wywieraną przez nieustannie dzwoniące telefony z pytaniem w stylu ‘gdzie jesteście?’, ‘daleko jeszcze macie?’, ‘kiedy będziecie?’) z Kołobrzegu wyjeżdżamy na asfalt i przez Grzybowo, przy zapadającym zmroku docieramy do Dźwirzyna. Pyszna kolacja, piwo i wyczekiwany prysznic. Tak w trzech punktach można opisać resztę wieczoru.

wzdłurz wybrzeża (46)

Dzień piąty Dźwirzyno

Poranna pobudka i w drogę – ostatni etap do niemieckiej granicy przed nami. Rowerem do Niemiec na rowerach a powrót samochodem którym do Świnoujścia dojedzie Kasia. Taki sprytny plan.

Nasze zady są na skraju wytrzymałości, gdyby nie to że to już ostatni dzień to wypadałoby zrobić sobie z dzień odpoczynku i faktycznie poszukać jakiejś Tajki. Albo najlepiej dwóch.

Droga z Dźwirzyna przez Rogowo, Mrzeżyno i Długo-Długo-Nic do Pogorzelicy mija nadzwyczaj spokojnie. Trochę męczy i boli w tylnej części ciała jedynie długi odcinek kostki brukowej przy terenie wojskowym przed Pogorzelicą. W Niechorzu trochę za późno skręciliśmy w lewo (oznakowanie szlaku dalej pojawia się raczej sporadycznie – widać jakie priorytety ma dana gmina jeśli brać pod uwagę turystykę rowerową) ale dalej bez większych niespodzianek jedziemy przez Niechorze, Rewal, Trzęsacz, Pustkowo, Pobierowo i Łukecin do Dziwnówka, gdzie szlak wpada na wojewódzką drogę 102.

Drogą 102 Z Dziwnówka przez Dziwnowo, Międzywodzie i Kołczewo dojeżdżamy do Wisełki. Tu odbijamy na południe w stronę miejscowości Warnowo (tak prowadzi oficjalny przebieg ER10) z zamiarem bycia sprytniejszym niż znakarze szlaków. Zaplanowaliśmy odbicie w prawo po ok. 2 km na coś, co na naszej mapie podpisane zostało jako ‘Droga Żółwinoska’, a co wylatuje i łączy się z ER10 na wysokości Zagrody Pokazowej Żubrów. Niestety, widząc niezachęcającą nawierzchnię tej drogi, a czując presję czasu, zdecydowaliśmy się jechać asfaltem do samego Warnowa, mijając po lewej jeziora Domysławskie i Warnowo.

wzdłurz wybrzeża (40)

Oznaczenia szlaku ER10 znikają po raz kolejny po przekroczeniu granicy gminy Międzyzdroje. Z pomoca mapy wydostajemy się na szczęście z tej mieściny i drogą, która wg nas powinna być być dalszą częścią szlaku rowerowego ruszamy w stronę Świnoujścia. Dziury na leśnym szlaku łączącym Międzyzdroje i Świnoujście łatano tym czego pod ręką nie brakuje – czyli piaskiem. Ta wisienka na torcie tylko utwierdza nas w przekonaniu, że im bardziej znana nadmorska miejscowość, tym gorsza część szlaku czeka rowerzystów. I jeśli chodzi o oznakowanie i nawierzchnię. Wyjątki – Kołobrzeg, Sopot i Gdańsk.

Żeby nie nadrabiać drogi przez Świnoujście, na krajową drogę nr 3 wyskakujemy w okolicach stacji PKP Świnoujście – Przytór, a następnie odbijamy w prawo na prom miejski. Po przeprawie na drugą stronę Świny jedziemy droga rowerową w stronę niemieckiej granicy Ahlbeck.

Ostatni dzień rowerowych wojaży był jednocześnie ostatnim dniem nie tylko upalnej, ale ogólnie słonecznej pogody. W ciągu następnych dni odpoczynku w Dźwirzynie na plaży byliśmy raz na spacerze w kurtkach sztormowych, a raz poleżeć na plaży, ale raczej wdychać jod w ciepłych ciuchach niż się kąpać w słonej wodzie.

KONIEC.

Linki Garmin:

Piaski – Dźwirzyno: http://connect.garmin.com/modern/activity/332298470

Dźwirzyno – Ahlbeck: http://connect.garmin.com/modern/activity/335140816

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*